Nasza styczniowa wyprawa do Rzymu była czymś zupełnie innym niż wcześniejsze podróże. Tym razem nie motocyklem, nie z sakwami i kaskami, ale lekko, miejsko i z bagażem podręcznym – city break na dobry początek roku.

Londyn - citybreak
Londyn - radość i smutek.

Dzień pierwszy: 7 października 2023 r.
Do Londynu lecieliśmy landrynką – liniami Wizzair, co było dość ryzykownym przedsięwzięciem, zwłaszcza z Krakowa i jesienią. Tego dnia nie było mgieł, więc udało nam się wystartować o czasie, o 6 rano. Lot przebiegł spokojnie i dwie i pół godziny później wylądowaliśmy w Luton. Londyn przywitał nas piękną pogodą, świeciło jesienne słońce i temperatury były bardzo przyjemne. Dla mnie to norma. Byłam kilka razy w Londynie i ani razu nie trafiłam na typową londyńską pogodę, nigdy nie doświadczyłam nawet mżawki. Z lotniskowego autobusu wysiedliśmy wprost pod Buckingham Palace. Zrobiliśmy obowiązkowe zdjęcia pod bramą Pałacu oraz pomnikiem Królowej Wiktorii. Następnie spacerem przeszliśmy przez St. James Park, gdzie resztkami kanapek Wacek dokarmiał kaczki i majestatyczne czarne łabędzie. W głębi parku podbiegały do nas wiewiórki oczekując na przysmaki. Widząc naszą konsternację, sympatyczna Brytyjka odsypała nam trochę swoich orzechów. I tak staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi wiewiórek, które nawet wspinały się po spodniach, by dosięgnąć smakołyków.
Kolejny przystanek zrobiliśmy na zdjęcia z symbolem Londynu – Big Benem. Gdy ostatnio byłam tu, wieża była w rusztowaniach. Miło było znów go zobaczyć w całej okazałości. Nie udało nam się niestety wejść do Opactwa Westminsterskiego. Bilety były dawno wyprzedane. Cóż, Londyn jest popularną destynacją o każdej porze roku. Zrobiliśmy kilka zdjęć z budkami telefonicznymi, które tu wydawały się bardziej czerwone i ruszyliśmy przez Westminster Bridge w kierunku London Eye.
Oboje lubimy graffiti, więc obowiązkowym punktem programu było odwiedzenie The Graffiti Tunnel. Obskurny tunel, który do niedawna był wykorzystywany jako garaż dla firmy transportowej, dzięki inicjatywie Banksego, stał się ostoją artystów. Miejsce odrodziło się, zaczęło tętnić kreatywnością i przyciągać miłośników street artu. Stało się symbolem rewitalizacji miasta poprzez sztukę. Obecnie to największa legalna przestrzeń do tworzenia graffiti w Londunie, mierzy 300 m długości i zachwyca mnogością form i kolorów. Każdy ma szansę pozostawić tu coś po sobie.
Pozostając w klimatach artystycznych poszliśmy do National Gallery. Uwielbiam londyńskie muzea za ich dostępność. Z przyjemnością przystanęliśmy przed dziełami Van Gogha, Gaugina, Van Eycka i Picasso. Wykorzystaliśmy dywan w jednej z sal muzealnych, by podziwiać sztukę z innej perspektywy. Kilka osób poszło w nasze ślady.
Na Leicester Square zrobiłam Wackowi zdjęcia z Indiana Jonesem. Obaj panowie zapozowali w kapeluszach.
I wtedy właśnie, w samym środku tego dnia pełnego słońca i lekkości, przyszła wiadomość, która wszystko zmieniła. Wacek dowiedział się, że jego Tata odszedł. Chorował ciężko, każdy dzień był dla niego cierpieniem, a jednak, kiedy przychodzi ta chwila, zawsze uderza jak grom. Widziałam w oczach Wacka ból, którego nie da się złagodzić słowami. Pamiętałam, jak sama czułam się trzy lata wcześniej, gdy odeszła moja Mama.
I tak dzień, który zaczął się kolorowo i radośnie, nagle stał się ciężki, przygaszony. Londyn na moment przestał nas cieszyć. Wróciliśmy na kwaterę, zostawiając decyzję na jutro – zostać czy wracać wcześniej.
Dzień drugi: 8 października 2023 r.
Poranek powitaliśmy w minorowych nastrojach. Wczorajsza wiadomość sprawiła, że Londyn nagle stracił swój urok. Po rozmowie z rodziną Wacek podjął decyzję: zostajemy i kontynuujemy naszą podróż.
Pierwszym punktem dnia była IFS Cloud Cable Car – kolejka linowa nad Tamizą, unosząca się na wysokości około 90 metrów. Dojechaliśmy pociągiem do Royal Docks, miejsca pełnego życia i sportów wodnych, a stamtąd wsiedliśmy do fioletowego wagonika. Przejazd trwał zaledwie pięć minut, ale dla mnie, miłośniczki wszelkich kolejek, był niezwykłym przeżyciem. Byłam tak zachwycona, że przejechaliśmy trasę kilka razy. Po drugiej stronie rzeki czekała Greenwich Peninsula i centrum handlowe The O2 – znane mi głównie Mamma Mia Party (celu mojej przyszłej podróży do Londynu).
Potem przenieśliśmy się do Muzeum Morskiego, które zaskoczyło nas bogactwem ekspozycji. Z kolei w Greenwich Park poczuliśmy się jak prawdziwi londyńczycy, siedząc na trawie, odpoczywając i ciesząc się chwilą. Odwiedziliśmy także południk zerowy, symboliczne miejsce, gdzie spotyka się Wschód i Zachód.
Na lunch wybraliśmy Greenwich Market – klimatyczny targ pełen lokalnych smaków i rzemiosła. To tutaj spróbowaliśmy czegoś nowego i nabraliśmy sił przed kolejnym punktem: zejściem do Greenwich Foot Tunnel. Ten zabytkowy tunel pod Tamizą, otwarty w 1902 roku, ma 370 metrów długości i prowadzi pod szklanymi kopułami wejść. Spacer nim był podróżą w czasie, wyobrażaliśmy sobie robotników sprzed wieku, którzy codziennie korzystali z tego przejścia, gdyż przeprawy promem bywały niebezpieczne.
Zmęczeni, ale wciąż ciekawi, dotarliśmy do Tower Bridge i Tower of London, a wieczorem czekała nas prawdziwa wisienka na torcie – Sky Garden. Z wysokości 35. piętra oglądaliśmy panoramę Londynu. Mieliśmy szczęście: słońce chowało się właśnie za dachami miasta, a niebo płonęło odcieniami pomarańczy i różu.
Dzień zakończyliśmy kolacją w niezwykłym miejscu – Mercato Mayfair, kulinarnym centrum urządzonym w dawnym kościele św. Marka z XIX wieku. Wysokie sklepienia, kolorowe witraże, polichromie, figury świętych i zapachy kuchni świata tworzyły klimat, który trudno zapomnieć.
To był długi i intensywny dzień. Choć myśli Wacka wciąż biegły ku rodzinie, starał się być obecny, dzielnie trzymał się w tej podróży, a ja mogłam tylko być obok.
Dzień trzeci: 9 października 2023 r.
To był nasz ostatni pełny dzień w Londynie, więc chcieliśmy nacieszyć się nim jak najbardziej.
Zaczęliśmy od ceremonii zmiany warty oraz parady gwardii konnej. Wzorcowa musztra, lśniące mundury i stukot końskich kopyt – wszystko to tworzyło imponujące widowisko, które na chwilę przenosiło nas w świat królewskich tradycji.
Spacerem przez Hyde Park dotarliśmy do Muzeum Historii Naturalnej. Już sam gmach robił ogromne wrażenie, monumentalne wnętrza i bogactwo eksponatów sprawiały, że można by tam spędzić cały dzień. Największą atrakcją były interaktywne wystawy, które pozwalały na chwilę poczuć się jak odkrywca. Tuż obok zaglądnęliśmy do Muzeum Nauki, gdzie każda sala kryła fascynujące wynalazki i pamiątki z różnych dziedzin wiedzy.
Na zakończenie dnia czekało na nas spotkanie z wyjątkowym mieszkańcem Londynu – Misiem Paddingtonem. Ten sympatyczny bohater literacki, stworzony w 1958 roku przez Michaela Bonda, od lat podbija serca dzieci i dorosłych. Według historii przybył z Mrocznych Zakątków Peru, samotny, z jedną walizką i kanapką z marmoladą, by już na zawsze wpisać się w krajobraz miasta. Na peronie nr 1, gdzie „czekał na rodzinę Brownów” z kartką: „Proszę, zaopiekujcie się niedźwiedziem, dziękuję”, zrobiliśmy sobie selfie – urocza i symboliczna pamiątka z naszej podróży.
Dzień czwarty: 10 października 2023 r.
wracamy do domu
Ten dzień rozpoczął się bardzo wcześnie – nasz samolot z Luton startował o 8:25. Jeszcze przed świtem wyruszyliśmy na lotnisko, a po krótkim locie, dzięki różnicy czasu, już przed południem byliśmy w Krakowie.
Wacek od razu udał się do domu, a ja… prosto do pracy. Taka jest zaleta zatrudnienia na lotnisku – nawet powrót z zagranicznej podróży nie wymaga urlopu.
Październikowy Londyn przyjął nas słońcem, urokiem parków i bogactwem muzeów. Były chwile zachwytu, jak przejazd kolejką nad Tamizą, spotkanie z Misiem Paddingtonem czy zachód słońca w Sky Garden. Były też momenty trudne, kiedy piękno miasta przygasło wobec smutnej wiadomości.
Mimo wszystko ta podróż okazała się ważna – pełna wzruszeń, odkryć i wspólnych chwil, które zostaną w naszej pamięci na długo.
